Strona główna arrow Czytelnia arrow Żyj zdrowo arrow Na zdrowie?
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 9 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1014062
Na zdrowie? PDF Drukuj E-mail
Podobno jako pierwszy, smak alkoholu poczuł pewien jaskiniowiec w epoce neolitu, któremu zgniły zgromadzone w jaskini owoce. Inna opowieść niesie, że Bóg dał człowiekowi winogrono, z którego tłoczono napój życia - moszcz, ale diabeł podsunął ludziom proces fermentacji i tak otrzymali alkohol.

Winem upił się Noe, winem upoiły też w niecnych zamiarach Lota jego córki. Równie stare jak wino wydaje się być piwo – pito je podczas obrzędów rytualnych 5 tys. lat temu w Mezopotamii. Jest obecnie najpopularniejszym trunkiem na świecie – rocznie wypijamy go 111 miliardów litrów. Wina „tylko” 23 miliardy litrów, choć jego spożycie  wzrasta (przynajmniej w Polsce) od kiedy kardiolodzy stwierdzili, że najskuteczniej zwalcza „zły” cholesterol opóźniając rozwój miażdżycy.

Porzekadło ludowe głosi: „Z wódki rozum krótki, z wina głupia mina, z piwa głowa się kiwa”. Czy tylko? O szkodliwości wódki każdy, czy pije czy nie, zazwyczaj dobrze wie. Gorzej ze „szlachetnym” winem czy „płynnym chlebem”, jak niektórzy określają piwo. Czerwone wino ma być np. lekiem na serce, piwo ma uzdrawiać nerki, a koniaczek rozgrzewać. Szlachetne trunki nie uzależniają, a jeden głębszy doda sił. Wokół alkoholu narosło wiele mitów, a jakie są fakty?

Czerwone wino zapobiega chorobom serca – wynika z badań naukowych. To prawda, tyle, że to zbawienne działanie zawdzięczamy nie alkoholowi, lecz składnikom zawartym w winogronach. Polifenole chronią naczynia krwionośne przed miażdżycą, a najwięcej jest ich w skórce i pestkach winogron (usuwanych przy produkcji białego wina). Alkohol zawarty w winie podnosi natomiast poziom trójglicerydów, co prowadzi do podwyższenia poziomu cholesterolu we krwi. Bezalkoholowy sok gronowy ma więc wszystkie korzyści czerwonego wina, ale bez ujemnych skutków, jakie niesie alkohol. Nawet bardzo małe (10-20 g alkoholu), ale regularne dawki czerwonego wina prowadzą do nadciśnienia i uszkodzeń wątroby. Ponadto czerwone wino zawiera ogromne ilości histaminy, która wywołuje zakatarzenie i podrażnienie śluzówki zatok. A ponieważ ma ona poważny wpływ na krążenie krwi, dlatego prawdopodobnie przyczynia się do ataków migren – podkreśla dr Neal Bernard w książce „Foods that Fight Pain” poświęconej wpływowi diety na choroby. Poza tym, fakt, że alkohol obniża ryzyko zawału okazał się być zasługą genu, spowalniającego jego przyswajanie. Niestety nie u wszystkich gen działa sprawnie. Taką funkcję pełni tylko u co szóstego białego człowieka. Okazuje się, że czerwone wino może wręcz prowadzić do chorób serca u kobiet po menopauzie. Według badaczy z Uniwersytetu w Pittsburgu nie powinny one pić wina, ponieważ zawarta w nim substancja (resveratol) blokuje estrogen. Estrogen przerywa nadmierny wzrost komórek wewnątrz arterii blokując choroby serca. Już jeden kieliszek czerwonego wina zawiera wystarczająco dużo resveratolu, by zneutralizować wszystkie korzyści, jakie przynosi przyjmowanie estrogenu.

Piwo i wino nie uzależnia, bo to nie jest prawdziwy alkohol – to jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących alkoholu. We wszystkich napojach alkoholowych jest zawarta ta sama substancja chemiczna – alkohol etylowy – a różnica polega jedynie na jego stężeniu. Mechanizmy uzależnienia działają więc tak samo. Dla przykładu: połowa członków ruchu Anonimowych Alkoholików w Stanach Zjednoczonych to piwosze. Z kolei słynąca z picia dużych ilości wina Francja ma bardzo wysoki wskaźnik zachorowalności na marskość wątroby. A skoro przy Francji jesteśmy, to warto wspomnieć o tzw. francuskim paradoksie. W latach 80. demografowie z Uniwersytetu w Bordeaux spostrzegli, że przeciętna długość życia w ich regionie przewyższa średnią krajową. Stwierdzono przy tym, że właśnie ci Francuzi pili więcej wina niż mieszkańcy innych regionów. Media powiązały ową długowieczność z czerwonym winem i tak zostało. Tymczasem naukowcy stwierdzili, że przyczyną nie jest alkohol, lecz szczególna dieta. Jeśli dominują w niej owoce i warzywa, oliwa z oliwek, ryby, a spożywa się mniej mięsa to przy korzystnych genach taki sposób żywienia prowadzi do długowieczności. Alkohol jest szczególnie groźny dla nastolatków – drastycznie się obniżyła granica wiekowa młodzieży sięgającej np. po piwo. Badania amerykańskich uczonych wykazały, że osoby pijące przed 15 rokiem życia czterokrotnie częściej uzależniały się później od alkoholu. Piwko dziennie dla młodego człowieka oznacza nieodwracalne zaburzenia hormonalne. Możemy wkrótce mieć społeczeństwo intelektualnych i dosłownych karłów, bowiem picie alkoholu hamuje u nastolatków wzrost i rozwój emocjonalny, opóźnia dojrzewanie i trwale zaburza logikę myślenia, nie mówiąc już o problemie koncentracji i zapamiętywania. A ich dzieci? Degeneracja idzie w postępie geometrycznym - przestrzegają lekarze – kolejne pokolenia będą się rodziły z coraz bardziej uszkodzonym materiałem genetycznym, ponieważ alkohol niszczy informację DNA.

Alkohol ułatwia trawienie – nie może tego robić choćby dlatego, że uszkadza błonę śluzową przewodu pokarmowego i prowadzi do upośledzenia wchłaniania niezbędnych składników odżywczych, głównie witamin (zwłaszcza B1) i białek. Działa tak każdy alkohol – nie ma znaczenia czy pijemy wódkę czy wino. Co więcej – obfity posiłek popijany alkoholem może być zabójczą kombinacją dla kogoś o zwężonych naczyniach wieńcowych i doprowadzić do ataku serca. Ponadto alkohol zaburza perystaltykę jelit, a na dłuższą metę prowadzi do stłuszczenia wątroby i zwłóknienia trzustki. Chorobę wątroby powoduje np. dwunastodniowy cykl picia po 150 g czystego alkoholu dziennie. Umiarkowane picie nie spowoduje marskości wątroby, ale doprowadzi do innej uciążliwej choroby: ostrego zapalenia trzustki – ostrzega dr Vernon W. Foster, członek Służby Zdrowia Publicznego USA, konsultant resortów zdrowia kilku krajów.

Koniaczek na serce i rozgrzewkę – niezupełnie. Niewielkie dawki alkoholu nie przyspieszają – jak sądzono do niedawna – czynności serca i nie rozszerzają naczyń krwionośnych zaopatrujących mięsień sercowy w krew, natomiast wzrost stężenia alkoholu we krwi doprowadza do zwężenia tych naczyń, a więc do niedotlenienia mięśnia sercowego. Zatem koniak nie rozszerzy naczyń przy chorym sercu, a przy zdrowym działania profilaktycznego nie ma. Alkohol natomiast podwyższa ciśnienie, a takie wahania ciśnienia krwi u osób starszych, dotkniętych miażdżycą naczyń, mogą prowadzić do krwotoków mózgowych. W większych dawkach alkohol niszczy mięsień sercowy prowadząc do arytmii, stłuszczenia i powiększenia. Alkohol daje poczucie „rozgrzewki”, ponieważ rozszerza naczynia powierzchowne powodując przemieszczanie się krwi z narządów wewnętrznych. To trwa jednak krótko – ciepło wyparowuje przez skórę, a schłodzona krew przemieszcza się do wnętrza organizmu, co przy niskich temperaturach prowadzi do znacznie szybszego wyziębienia.

Alkohol rozjaśnia umysł – owszem, zmienia się nasza percepcja, ale w drugą stronę - tracimy umiejętność realnej oceny rzeczywistości. Na uniwersytecie medycznym w Atlancie w USA przeprowadzono badania nad wpływem alkoholu na percepcję. Ci sami studenci otrzymali dwa podobne testy, ale przed drugim podano im po kilka lampek wina. Wszyscy ocenili, że drugi egzamin wypadł im znacznie lepiej niż pierwszy, tymczasem w rzeczywistości było odwrotnie. Pod wpływem alkoholu człowiek zmienia wyobrażenie o sobie, bowiem zostaje uśpiony „wewnętrzny cenzor”. Nawet bardzo mała dawka alkoholu otępia umysł człowieka: badania kierowców na czułej aparaturze diagnostycznej wykazały, że czas ich reakcji wydłużał się od 50 do 100 proc! Co gorsza, prof. anatomii M.H. Knixeley z Uniwersytetu Medycznego Południowej Karoliny w Charleston, dowiódł, że alkohol powoduje tzw. aglutynację czerwonych ciałek krwi. Prowadzi to do niedotlenienia tkanek, w tym nerwowej, która nie posiada zdolności regeneracyjnych. To oznacza, że uszkodzenie mózgu rozpoczyna się wraz z wypiciem pierwszego kieliszka. Za każdym toastem tracimy więc pewną liczbę komórek, które nie mogą być odtworzone!

Alkohol wzmaga odporność organizmu – jest zupełnie odwrotnie. Z badań wynika, że osoby niestroniące od alkoholu częściej zapadają na infekcje. Picie alkoholu zwiększa aż dziesięciokrotnie ryzyko występowania raka przełyku, krtani, części nosowej gardła, tchawicy. Brytyjskie badania poświęcone problematyce nowotworów złośliwych wykazały, że ryzyko raka piersi dla kobiet wzrasta o 6 proc. dla każdego dodatkowego drinka wypijanego zwykle codziennie. Najbardziej zagrożone są kobiety starsze. Naukowcy przewidują, że jeśli będzie wzrastać konsumpcja alkoholu można się spodziewać wzrostu liczby przypadków raka piersi.

Piwo na pragnienie – piwo wpływa na korę mózgową tak, że odbiera ona z żołądka fałszywe sygnały o nasyceniu napojem. Dlatego lubimy sięgać po piwo w upałach. Ten właśnie alkohol szybko daje poczucie nasycenia. Jednak mózg jednocześnie daje sygnał do rozpoczęcia procesu wydalania, co powoduje szybsze wycieńczenie organizmu.

Alkohol jest pokarmem – to najbardziej absurdalne przekonanie. Alkohol nie jest w stanie zastąpić niezbędnych składników pokarmowych, jak białka, węglowodany i tłuszcze. Nie może też stanowić źródła energetycznego ze względu na toksyczność i metabolizm. Alkohol spala się nie jako paliwo, ale jako balast-trucizna, nie da się zgromadzić jako zapas energetyczny, nie może być użyty do odbudowy tkanek. Wręcz odwrotnie – odbiera tkankom niezbędny tlen będąc trucizną komórkową podobną w działaniu do związków cyjanowych. Za szczególnie „cenne” uchodzi pod tym względem piwo. Jego kaloryczność polega jednak wyłącznie na zawartości cukru i wynosi ok. 200 kalorii na litr. Jeszcze dalej idą ci, którzy przekonują, że piwo to napój witaminowy. Prawda jest taka, że piwo zawiera tylko witaminę B, której mamy pod dostatkiem w codziennym pożywieniu.

Alkohol ułatwia zapłodnienie – wątpliwe w ostatecznych efektach. U kobiety powoduje co prawda przekrwienie (a co za tym idzie rozszerzenie) narządów rodnych, co ułatwia „pracę” plemnikom, ale skutki wypicia np. lampki wina mogą być odwrotne. Badania wykonane na zwierzętach dowiodły, że alkohol może przenikać bezpośrednio do komórek płciowych i uszkadzać je. Uszkodzenie komórki jajowej może spowodować wady rozwojowe płodu – ostrzega dr Marek Sopiński z Instytutu Histologii i Embriologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Efektem wypicia kieliszka przez matkę przed poczęciem mogą być późniejsze zaburzenia emocjonalne u dziecka, których przyczyn szuka się zazwyczaj w innych sferach. Lampka wina może się przełożyć na tzw. zespół niedożywienia płodu lub po prostu na poronienie. Światowe autorytety w dziedzinie embriologii utrzymują, że kobiety, które wypiły umiarkowaną ilość alkoholu w chwili poczęcia (okres ok. 48 godzin), narażają jajeczko opuszczające jajnik na ryzyko utraty chromosomu i katastrofalne następstwa w rozwoju umysłowym i fizycznym płodu. Nieco inaczej ma się sprawa z plemnikami. Na te już wyprodukowane, biorące udział w zapłodnieniu, wypity alkohol nie ma wpływu. Jednak może uszkodzić strukturę plemników, które będą produkowane „pod wpływem alkoholu”, a które zostaną „wykorzystane” przez mężczyznę później. Tak więc planując dziecko nie wystarczy być trzeźwym w momencie zbliżenia, ale warto ten stan utrzymać od poprzednich miłosnych chwil. Nie wszyscy lekarze zgadzają się jednak z takim widzeniem sprawy. Prof. Krzysztof Kula, kierownik Zakładu Andrologii i Endokrynologii Płodności UM w Łodzi twierdzi, że męskie nasienie jest tak dobrze chronione, iż alkohol nie ma takiego wpływu na jego strukturę. Warto jednak pamiętać, że etanol – wbrew powszechnym sądom – nie zwiększa wydolności seksualnej mężczyzn, lecz osłabia erekcję i zaburza ejakulację. U osób pijących długotrwale obniża płodność i osłabia popęd.

Statystyka. W Polsce pije ok. 20 milionów ludzi, uzależnionych jest ponad milion Polaków. Tylko 5 proc. alkoholików to osoby z tzw. marginesu społecznego, reszta to przedstawiciele wszystkich możliwych grup zawodowych i społecznych (np. lekarze, księża, kolejarze, profesorowie).. 5 milionów Polaków pije nałogowo tzn. często i dużo – większość z nich to ludzie młodzi w wieku 21 – 39 lat. Każda z tych osób wypija rocznie 40 litrów czystego spirytusu. (Z. Łyko, W trosce o zdrowie, Warszawa 1995). Na statystycznego Polaka przypada obecnie ok. 10 litrów spirytusu. Tymczasem z badań naukowych wynika, że zagrożenie biologiczne narodu rozpoczyna się wraz ze spożyciem 6 litrów czystego spirytusu na głowę! Nie brzmi to dobrze. Spada średnia wieku uzależnionych – alarmują lekarze. Dr Piotr Kapszewicz, od kilkunastu lat leczący ludzi uzależnionych, podkreśla, że jeszcze niedawno średnia wieku wynosiła 40 lat, dziś to 25 – 30 lat. Zmienia się też styl picia: kiedyś nie wypadało nie wypić z kolegami, teraz zamiast stylu „:towarzyskiego” dominuje zatapianie w alkoholu problemów wynikających głównie z bezrobocia. Na drugim biegunie uzależnionych są z kolei dobrze sytuowani właściciele firm, którzy swoją zawodową wolność konsumują wedle słów „bo mi wszystko wolno” – twierdzi dr Kapszewicz. I podług życzenia – wolno też wcześniej zejść z tego świata, bo jak wynika z badań, osoby nadużywające alkoholu żyją średnio o 10 – 22 lat krócej.

Kpiący toast. Piliśmy, pijemy i pić będziemy. Alkohol towarzyszy przecież człowiekowi od początku do końca: od narodzin, ba, często nawet poczęcia, aż do śmierci, kiedy smutek po stracie zapijają najbliżsi. Ki diabeł wymyślił jednak tak szyderczy toast? Na zdrowie Panie i Panowie?

K.S.

Nowości
Pomyśl, że...
951497_flower_macro.jpg

Zrzuć na Pana brzemię swoje, a On cię podtrzyma! On nie dopuści, by na zawsze zachwiał się sprawiedliwy - Ps. 55,23

Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl